Festiwalowa masakra, czyli THE BIRTHDAY MASSACRE w Polsce

Autor: Paweł Sarna
12 sierpnia 2006


30.07.2006 Zamek w Bolkowie @Castle Party Festival 2006
Broken Minds Tour 2006

To był kolejny (po The Sisters Of Mercy) interesująco zapowiadający się koncert tego sezonu. Tym razem importowana zza Oceanu, rewelacja ostatnich miesięcy z katalogu Metropolis/Repo Records zjawiła się w Bolkowie na tegorocznej edycji festiwalu Castle Party. Tajemnicza grupa polskich fanów niecierpliwie oczekiwała tego wydarzenia. Ponadto zjechało się także wielu Niemców, którzy zapewne po raz kolejny, chcieli zobaczyć w akcji sympatycznych Kanadyjczyków. Według festiwalowej rozpiski występ Urodzinowej Masakry wyznaczony został na godzinę 18.20 w niedzielę 30 lipca.

Było słonecznie i bardzo ciepło, a więc zupełnie "niegotycko", co pewnie martwiło część z odwiedzających festiwal. Instalowanie i strojenie sprzętu zaopatrzonego w fioletowe naklejki z króliczkiem opóźniło tylko o kilka minut muzyczny atak ekipy z Krainy Czarów.

Przy dźwiękach intro (o 18.25) na scenę wkroczyli wszyscy aktorzy tego przedstawienia: Falcore, Aslan po prawej, Chibi i Rainbow pośrodku sceny, O-En z lewej oraz Rhim schowany z tyłu za zestawem perkusyjnym.

Spokojnie zaczynające się Lovers End nie zapowiadało jeszcze szaleństwa, które miało nastąpić później, ale wraz z pierwszym mocniejszym wejściem gitar cały zespół począł miotać się na scenie: skoki, obroty, biegi były na porządku dziennym. Słodkie syntezatorowe pasaże współgrały idealnie z rytmem, samplami, loopami i ścianą gitar. Tylko niestety było to wszystko o wiele za cicho nagłośnione... niemniej pod barierkami od razu zaczęła się wspólna zabawa. Najlepszym momentem oczywiście było odliczanie: „1.. 2.. 3.. 4 underneath the cellar floor 5.. 6..7..8 lover will suffocate” – wytwarzające nieco złowrogi nastrój.

Po krótkim powitaniu od razu nastąpiło mocne i taneczne Play Dead . Świetna zmiana nastrojów w trakcie utworu dopingowała do coraz lepszej zabawy i wszystko byłoby ok, gdyby nie kłopoty techniczne z gitarą Falcore. Na szczęście zespół jest na tyle zgrany i obyty ze sceną, że nie przyniosło to specjalnej ujmy na odbiorze przez słuchaczy.

Z kolejnym numerem też nie pozwolili na odpoczynek – magiczny Violet podrywał do tańców, podskoków i oklasków. Zespół jakby na wyścigi między sobą nawzajem i fanami prawie roznosił scenę na strzępy. Kontrast między rytmiczną zwrotką a klimatycznym refrenem nie zezwalał na odrobinę nudy.

A i tak najlepsze dopiero miało nadejść... posępny singlowy Blue (polecam świetny teledysk) przyniósł ze sobą najpierw diabelski ciężar gitar i mroczne klawisze, by potem skontrować łagodną, melancholijną zwrotką. Wokal Chibi zmieniał się ze słodkiego i przyjemnego w drapieżny szept/prawie-growl. Po krótkiej wstawce O-En’a odbyło się małe pogo na scenie i przed nią.

Syntezatorowe akordy zwiastujące HorrorShow zawsze będą się kojarzyć niektórym z poznawaniem od zera muzyki TBM. To nie dziwne zważywszy na fakt, że to po prostu świetna kompozycja i nie sposób przy niej zachowywać się spokojnie. Pozytywna energia płynąca od kolorowej ekipy z Kanady tylko utwierdzała w tym przekonaniu.

Następnie nastąpiła mała niespodzianka – Broken – dość mocny kawałek, znakomicie nadający się na koncertowe szaleństwa, w którym industrialrockowy wstęp przeplatał się z oniryczną zwrotką, a ten przechodził płynnie w ostre wejścia gitar i wokalu. Rhim mógł się trochę wykazać za perkusją przy szybszych fragmentach. Od fragmentu tekstu tego utworu nazwę wzięła tegoroczna trasa koncertowa – Broken Minds Tour.

Sporo upłynęło czasu od premiery ostatniego studyjnego materiału, więc wręcz wypadało przedstawić jakiś nowy utwór. Wybór padł na Kill The Lights – całkiem żwawy, energetyczny kawałek z ciekawymi pojedynkami keyboard’u i gitar. Linia melodyczna była dość przebojowa, więc i odbiór wśród publiczności bardzo dobry.

Czy ktoś miał wtedy urodziny? Jeśli tak, to wykonanie Happy Birthday było miłym podarunkiem. To ważny utwór - od niego zaczęła się poważna przygoda z muzyką ekipy z Toronto. Wspólne szepty i śpiewy o urodzinowej masakrze wprowadziły bajeczny nastrój na zamkowe pole.

Minęło prawie 40 minut i, niestety, usłyszeliśmy zapowiedź ostatniego numeru. Nie mogło to być nic innego od Video Kid – ulubionego hitu młodszych i starszych fanów zespołu. Intro rodem z odgłosów dziecinnego pokoju rozbujało, rozhuśtało i roztańczyło sporą część bolkowskiej publiki. I tak już zostało do końca tego niesamowitego utworu. Idealny finał, prawda?

Zarejestrowano kilka minusów: za krótko (ah, te festiwale), za cicho, za spokojnie w „niemieckiej” strefie fanów (ale taki już ich urok, że tylko stoją i oklaskują...). Sam zespół pokazał jak rozkręcić „imprezę” – bawił się nie gorzej niż fani, wokalistka wiedziała jak złapać dobry kontakt z ludźmi pod sceną. Reszta zespołu celowała też w scenicznych wygibasach i wygłupach - wystarczy popatrzeć na niektóre ze zdjęć (galerii z CP pod dostatkiem na różnych muzycznych portalach), które przecież nie oddają dynamiki zachowania, by zauważyć że zabawa była przednia.

A więc do następnego!   

Setlista:
Intro
Lovers End
Play Dead
Violet
Blue
HorrorShow
Broken
Kill The Lights
(nowy utwór)
Happy Birthday
Video Kid


The Birthday Massacre [TBM] A.D. 2006:

Chibi – śpiew
Rainbow - gitara
M. Falcore – gitara
Aslan – bas
Rhim – perkusja
O-En - klawisze

WWW:
http://www.thebirthdaymassacre.com
http://www.myspace.com/thebirthdaymassacre


blog comments powered by Disqus