Relacja z koncertu The Sisters of Mercy w Krakowie (10.06.2006, Klub Studio)

Autor: Paweł Sarna
23 czerwca 2006

"hej-nał, hej-nał, sing This Corrosion to me!"
czyli:

The SISTERS Of MERCY w Krakowie (10.06.2006, Klub Studio)

Na tę Miłosierną Noc niektórzy czekali przez lata - mimo, że był to już przecież trzeci występ zespołu w naszym kraju (wcześniej Wrocław 1991 oraz Warszawa 2003). Jedyny polski koncert, w trakcie obecnej, jubileuszowej trasy ("Sisters Bite The Silver Bullet" - 25 lat od pierwszego grania na żywo przed publicznością - 16.02.1981 r. w Yorku, UK), Sióstr Miłosierdzia odbył się w krakowskim klubie Studio. Fani dopisali - młodsi, starsi, z Polski i ze świata, ci mroczni, i ci bardziej kolorowi. Kolejka do wejścia była długa, ochrona (czasem zbyt) skrupulatna, a ludzie zniecierpliwieni - na szczęście koncert zaczął się z kilkudziesięciominutowym opóźnieniem - dzięki czemu nikt nie przeoczył ani minuty.

Supportu nie było(!)...

W czasie próby dźwiękowej można było usłyszeć przedsmak tego, co miało się dziać później - uważni słuchacze mogli radować swe uszy świeżą wersją klasyka "First & Last & Always". Potem było kilka chwil nerwowego oczekiwania, witanie brawami każdego członka ekipy technicznej zespołu i w końcu...

Zaczęło się! Światła rozbłysły i uderzyła w nas fala potężnego dźwięku - na początek zagrali jeden z niepublikowanych (jeszcze) utworów - "Crash And Burn". Świetnie sprawdził się jako tzw. opener - bardzo dynamiczny, żywy, z wyrazistymi gitarami. Przebojowy, wielogłosowy refren wywołał u niejednego uśmiech szczęścia. Uwagę zwracał mocny, czysty wokal Andrew (choć momentami słabo nagłośniony) oraz świetna sceniczna prezencja "świeżej krwi" Sisters - obu nowych gitarzystów: Chrisa (po prawej, z irokezem, w marynarce i okularach słonecznych) oraz Bena (z daleka przypominającego nieco Vincenta z Anathemy). Doktor Avalanche tradycyjnie tworzył mocno zbasowany i ostry rytmicznie podkład - czasem nawet zagłuszał nieco resztę.

"... take a walk, turn, talk, or crash and burn..."

Wstążki, czyli "Ribbons" (z płyty "Vision Thing") były znane większej części publiczności (śmiem mniemać, że wszystkim...) - Siostry nie spuszczały z tonu - dalej było mocno, do tego oczywiście odpowiednio transowo i , hm, mrocznie. Robiły wrażenie ostre wejścia wokalu Eldritcha, szczególnie w połączeniu z obłędną grą świateł (głównie czerwonych) oraz improwizacjami gitarowymi w tle.

Trzeba przyznać, że ta lawina muzyczna nabierała coraz większego rozpędu - tym razem nasze usze były niemiłosiernie (nomen omen) katowane zbitką "Dr Jeep/Detonation Boulevard" - Ben & Chris ciekawie urozmaicili starą aranżację, no i nie kombinowali na szczęście zbytnio przy solówkach.

Potem byliśmy świadkami przemiłej niespodzianki - Sisters zagrali zupełnie nowy (!) utwór - "Still" - i już można o nim tyle napisać, że został na pniu faworytem wielu spośród fanów! Bardzo charakterystyczny, bujający riff w połączeniu ze świetną melodyką i wyrazistym, typowo Eldritchowym refrenem, podrywał wręcz do tańca i świetnej zabawy.

"... still, if it makes you happy, still, if it makes you glad..."

Troszkę zmienionym wstępem przywitał nas "When You Don't See Me" - dla niżej podpisanego był to jeden z najbardziej oczekiwanych utworów. I nie było zawodu - kolejna mocna reprezentacja albumu "Vision Thing" przypomniała niepowtarzalność tego zespołu. Poziom euforii wzrósł niepomiernie u niektórych.

Przyszedł też i czas na bardziej klimatyczne kawałki - "Flood I" rozpoczął pierwszy "spokojniejszy" miniset Sióstr. Niemniej wersja "live" różniła się względem studyjnej o wiele większym ciężarem gitar, wysokotonowymi syntezatorami i solówkami. Posępnie się zrobiło - żeby nie używać słowa "gotycko" (Andrew "Von" Eldritch nie byłby dla mnie miłosierny za to określenie...).

Sisterhood'owy "Giving Ground" z charakterystyczną partią klawiszy kontynuował muzyczną podróż przez ciemne zaułki ludzkich dusz. Dobrze zgrał się z poprzednim utworem, tworząc przez to unikalną całość. Pamiętacie końcowe solo Bena - śliczne, prawda?

Monumentalny i potężny na początku "Summer" (czyli kolejna z "nowych" piosenek) dość szybko przyśpieszył przekształcając się w żwawy, rockowy kawałek. To mógłby być jeden z kolejnych singli zespołu...

"...another shade of you can make it summer and make it shine... "

Po pierwszych taktach "Dominion/Mother Russia" wszyscy gotowi byli na wspólne śpiewanie! Jeden z żelaznych utworów Sisters odegrany został początkowo dość zachowawczo w porównaniu do innych starszych hitów - czego jednak nie można poczytywać za wadę - tego przecież oczekiwała licznie zebrana publiczność. Jednak mocne wejścia Bena i Chrisa dawały znać o tym, kto teraz gra w tym zespole. Fani spisali się świetnie wywołując nawet uśmiech na twarzy lidera Sióstr.

Chwila oddechu nastąpiła przy jednym z nowszych utworów - "Slept" - pierwsze przesłuchanie wywołało dość pozytywne wrażenie. Czekamy na wersję studyjną <żart>.

Wiązanka bardzo starych przebojów - czyli kolejno po sobie następujące "Alice" i "Anaconda" nie pozostawiały złudzeń co do wysokiej formy wykonawców. A publika była już kupiona definitywnie - energetyczna "Alicja" (ze zmienionym intro) rozgrzała klubową atmosferę do czerwoności! Przy "Anakondzie" nie działo się bynajmniej gorzej. Świetny był chórek gitarzystów - "She wiiiiiiiiiiill" - wyszło to tak słodko. Te dwie piosenki (w najlepszym tego słowa znaczeniu) na tyle zmęczyły bawiących się pod sceną, że kolejna spokojniejsza wstawka przyjęta została ze zrozumieniem.

"Romeo Down" to Sistersowe odniesienie do "Romeo i Julii" Szekspira. Tekst faktycznie jest interesujący, natomiast muzycznie to dość smutny i melancholijny utwór. Ciekawostką jest to, że na basie w tym utworze (i następnym zresztą też) zagrał Ben Christo.

"... one romeo down..."

Po "romantycznej-inaczej" historii zabrzmiał jeden z ulubionych utworów samego Eldritcha - "Never Land". Spokojnie, hipnotycznie z onirycznymi akordami klawiszy.

W jeszcze większy trans wprowadziła kompozycja "(We Are The Same) Susanne" - także dość nowy utwór (tu legalnie do ściągnięcia wersja koncertowa z 2001 roku: www.thesistersofmercy.com/showcase/video/concert/SISTERS_-_SUSANNE_live25_rough.256kb.mp3) - przez nowych gitarzystów zagrana bardzo świeżo i przebojowo. Wokalnie wyśpiewana z coraz większym zaangażowaniem - napięcie narastało i słychać było niezwykłe spektrum emocji w głosie Eldritcha. Nie ma co ukrywać, że to też może być jeden z ulubionych wśród fanów nowych kawałków tSoM.

"...no pain, summer rain, I'm lost for stupid again, we are the same, give it a name, Susanne. "

To, co się działo potem wystarczy określić jednym słowem: szał! Na scenie panowie zagrali "This Corrosion". Genialnie: zagrany przez zespół a zaśpiewany przez Wszystkich. Godny zapamiętania był non stop uśmiechający się Andrew. Jak zwykle polska publiczność pokazała klasę. Te kilka minut zaliczyło się do kategorii "niezapomniane przeżycie". Tym bardziej, że po tym, jak zespół zszedł ze sceny po zakończeniu utworu, cała zebrana publiczność przez kilka minut wciąż klaskała i śpiewała a capella "hey now hey now now, sing ths corrosion to me"!

No i nie mieli wyjścia - musieli wrócić. Na pierwszy bis poleciał "Something Fast". Tak pięknej, emocjonalnej ballady dawno już nie słyszałem na koncercie - świetna gra jasnych świateł, "Von" skoncentrowany na każdym wyśpiewanym słowie, Ben i Chris skupieni nad swoimi gitarami, śpiew publiczności, gdzieniegdzie palące się zapalniczki; a dopełnieniem tej niesamowitej chwili była cudowna solówka gitarowa. Taka muzyka jest ukojeniem dla duszy...

Koniec sentymentów nastał z pierwszymi taktami okrutnie pięknej "Lucretia My Reflection". Pasja przebijająca z głosu Eldritcha udzieliła się pozostałym obecnym na hali. Eksplozja dźwięku i świateł nastąpiła w odpowiednim momencie i tak już zostało do końca. Siostry pokazały kto rządzi na rockowej scenie. Istny fenomen, biorąc pod uwagę fakt jakie budzą reakcje wśród publiki, mimo nie wydawania płyty od wielu lat!

"...we got the empire, now as then..."

Po kolejnej przerwie na scenie pojawili się tylko gitarzyści, grając instrumentalny "Top Nite Out" - szalony, hardrockowy przerywnik.

Ostatnim akcentem tego mił(osiern)ego wieczoru był nieśmiertelny już hit - "Temple Of Love"! Najlepsze i ulubione na koniec. Nie pozostało nic, jak tylko śpiewać, skakać, tańczyć i wykrzykiwać raz po raz "in the temple of love!". Bardzo dobre podsumowanie równie udanej całości. Skwitować to można pewnym dobrze znanym cytatem: "One thing I know, I want more". No i koniec.

Koncert mógł oczywiście trwać dłużej (całość zamknęła się w prawie 90 minutach), mogli zagrać więcej klasyki (First&Last&Always, Vision Thing, On The Wire, Flood II, I Was Wrong - z tych granych przez ostatnie lata), mogły być jakieś niespodzianki (More, Marian, ...), ale... i tak występ tego zespołu był niezwykłym przeżyciem - obojętne czy ktoś widział Siostry na żywo pierwszy czy dziesiąty raz. Nagłośnienie nie popsuło zbytnio odbioru, choć tu opinie są rozbieżne. Niewątpliwym plusem było to, że zespół wypoczął po pierwszej części trasy i zaprezentował nam się w wysokiej formie. Nowi gitarzyści wnieśli sporo nowego i dobrego do aranżu starszych i nowszych utworów - dają świetny show na scenie, wzmocnili i unowocześnili brzmienie, dzięki czemu Siostry grają dziś dość zmetalizowaną odmianę rocka ze fajnymi solówkami. Może tym razem zastępy fanów doczekają się nowej płyty. Oby. Wtedy będzie okazja do następnej trasy koncertowej i odwiedzin Polski...

The Sisters Of Mercy... "a vision of heaven with everyone on speed"

Setlista:

Crash And Burn
Ribbons
Dr. Jeep/Detonation Boulevard
Still
When You Don't See Me
Flood I
Giving Ground
Summer
Dominion/Mother Russia
Slept
Alice
Anaconda
Romeo Down
Never Land
(We Are The Same) Susanne
This Corrossion
(przerwa)
Something Fast
Lucretia (My Reflection)
(przerwa)
Top Nite Out
Temple Of Love

The Sisters Of Mercy [tSoM] A.D. 2006:
Andrew Eldritch - śpiew
Doktor Avalanche - perkusja/bębny, bas, itd.
Nurse - obsługa Doktora
Chris "Robochrist" Catalyst - gitary, śpiew
Ben Christo - gitary, śpiew, bas

WWW: www.thesistersofmercy.com

* cytaty pochodzą z tekstów piosenek zespołu



blog comments powered by Disqus