Riverside w Loch’Ness – Kraków, 8 kwietnia 2006 r.

Autor: Agnieszka Lasota
8 maja 2006

Schizofreniczny voyage do krainy Pinka...

Gdyby krakowski klub Loch'Ness był katowickim Spodkiem, odleciałby kilkakrotnie w ów sobotni wieczór dzięki koncertowi grupy Riverside. Osoby, które przyszły słuchać i oglądać kwartet na żywo, wydaje się, że nie miały wątpliwości, iż uczestniczą w muzycznej uczcie rozmaitych emocji, snów, zjaw przeszłości i mar teraźniejszości... Oczywiście w aspekcie projekcji 'inside-out' wnętrza bohatera Riverside'owej opowieści.

Koncert rozpoczął się tajemniczo. Popłynęły zaimprowizowane dźwięki kilkuminutowej instrumentalnej suity. A potem już utwory przeplatały się: mocne uderzenia w rodzaju "Artificial Smile", "Dance With The Shadow", "Reality Dream" i "Second Life Syndrome" poprzedzały ballady nasycone szeptem i ciepłym głosem Mariusza Dudy: "Conceiving You", "I Believe", "Acronym Love".

Żywiołowe reakcje publiczności na kolejne kompozycje, jej zasłuchanie w utwory balladowe, wspólne śpiewanie, skandowanie, krzyki to już stałe elementy występów zespołu, dla którego kontakt z publicznością jest od początku ważnym składnikiem image'u. Niesamowity nastrój tamtego niemal dwugodzinnego spotkania ze światem Riverside, w którym schizofrenia wspomnień o szczęściu przeszkadza w bieżącym życiu i pogodzeniu się z samym sobą i ze światem, zapewne nie zatrze się ani szybko, ani łatwo w sercach i umysłach uczestników tamtej muzycznej uczty.

Riverside zabrał swoich słuchaczy w niemal dwugodzinną podróż śladami floydowskiego Pinka. Bytność muzyków na scenie skutecznie wydłużała publiczność. "The Curtain Falls" zapewne miało wymownie obwieszczać koniec formalnego koncertu. Publiczność niezwłocznie jednak zaczęła się domagać pierwszego bisu, potem drugiego, potem... Bisowanie rozpoczął utwór otwierający debiutancki krążek formacji: "The Same River". Na życzenie publiczności muzycy odegrali również "Loose Heart", a zakończyli - oczywiście - utworem "OK" (choć wiadomo, iż emocjonalnego spokoju ani porządku w nastrojach Riverside'owych nie było i nie będzie...). Zatem: skończyło się na trzech. Bisach. A szkoda. Zasada zachowania równowagi (albo też: społeczna zasada wzajemności) wymaga, by szacunkowi twórców do odbiorców odpowiadała relacja odwrotna. Lepiej pozostawić niedosyt, niż z uporem wydłużać jedyną w swoim rodzaju progresywną ekstazę spod znaku Riverside. [Ku przemyśleniu współwinnych fanów...]

Ogólnopolska kwietniowa trasa "Second LIVE Syndrome TOUR" okazała się sporym sukcesem warszawskiej grupy. Zespół grał przy kompletach publiczności. Bilety na krakowski występ sprzedano w dwa dni. Fani Riverside wypełnili Loch'Ness po brzegi. Ponieważ zabrakło biletów na 8 kwietnia dla wszystkich chętnych, zespół zagra powtórnie w mieście Kraka 5 maja.

Jest sporą sztuką osiągnąć popularność w stylu Riverside, zwłaszcza w kraju, gdzie panuje powszechne przekonanie, iż 'taka' muzyka jest niepopularna...

Ocena: 9/10



blog comments powered by Disqus