"Sukces jest, kurcze, kłopotliwy", czyli wywiad z Michałem Wiraszko z zespołu Muchy

Autor: Tomasz Nowak
7 listopada 2012

O najnowszym wydawnictwie firmowanym przez MuchyChcecicospowiedziec, na które składa się CD i DVD z filmem oraz o entomologii i inspiracjach z twórcą i liderem zespołu Michałem Wiraszko rozmawia Tomasz Nowak.

Tomasz Nowak: Spotykamy się w siedzibie poznańskiego Radio Merkury, gdzie prowadzisz cykliczną audycję Pierwsza planeta od słońca. Można powiedzieć, że żyjesz muzyką i żyjesz z muzyki …

Michał Wiraszko: No, tak. Zgadza się. Spotkało mnie takie błogosławieństwo, które w roku, kiedy skończyłem studia pozwoliło mi wydać debiutancki album i do razu ruszyć w trasę. I tak, rzeczywiście, konsekwentnie powolutku utrzymywać się tylko z muzyki. Wtedy też, w czerwcu 2008 roku, powstała Pierwsza planeta od słońca… Tak więc ta audycja sobie liczy  już cztery i pół roku, choć z przerwą.

A co jej istnienie wnosi do twojej twórczości.

Na pewno rozeznanie w aktualnej muzyce, bo kiedy przez rok tych audycji nie było, szybko się zorientowałem, że człowiek jest na tyle leniwy, iż nie będzie sięgał każdego tygodnia po nowości. Nie będzie przeglądał list przebojów, recenzji, wywiadów, muzycznych podstron serwisów codziennych, serwisów muzycznych. Czytuję miesięczniki, ale to już nie to samo. Audycja sprawia, że co tydzień słucham pięciu, dziesięciu płyt i to stanowi ogromny plus. Przy okazji wykonuję taką małą pracę nad sobą.

Pewnie to również w jej efekcie w waszych nagraniach słychać cała masę różnych wpływów, kapel, które „słychać w tle”. Ich listy zapełniają zresztą recenzje waszych nagrań. Ale to przecież coś pozytywnego. Robicie sztukę – twórczo przetwarzacie znane i uznane brzmienia…

Nie wypieramy się po prostu ani kontekstu czasów, w których żyjemy, ani kontekstu miejsca, z którego pochodzimy. I nigdy nie będziemy udawać kogoś, kim nie jesteśmy. Myślę, że wszystkie te inspiracje bliskie są naszemu podwórku.

Mówisz otwarcie, że jest muzyka, której nie lubisz, nie słuchasz, a jednak, jej wykonawców szanujesz. Szacunek to dziś dobro rzadkie w Polsce, nie tylko w showbiznesie. Wydaje się, że łatwiej zbić kapitał popularności głosząc niechęć, wręcz nienawiść…

Trudno lubić wszystko. Natomiast szydzenie jest domeną ludzi słabych. Nawet jeśli ma służyć zbijaniu kapitału popularności stanowi nośnik złych emocji i niczego dobrego nie wnosi. Poza tym, im bardziej pluralistyczny, kosmopolityczny będzie nasz rynek muzyczny tym bardziej wszyscy na tym zyskamy. To tak naprawdę nie ma nic wspólnego z sympatią czy antypatią…

Robicie bardzo wiele pozytywnego dla entomologii w Polsce. Dotąd muchy kojarzyły się z takimi upierdliwymi owadami zlatującymi się do kupy…

:))))!!!

Wy zresztą też wciąż „upierdliwie” sięgacie do źródeł i korzeni, więc wasza nazwa bardzo pasuje.

Nasza nazwa to odwołanie do książki Władca much Willama Goldinga i utworu Lecha Janerki W naturze mamy ciągle ruch.

To znaczy, że chcecie pozostać takimi „chłopaczkami”? Wolnymi jak u Janerki, beztrosko nieświadomymi jak u Goldinga?

Absolutnie nie! Chcemy zachować pewną klasę. Móc spojrzeć wszystkim słuchającym nas prosto w oczy. Nikogo nie chcemy oszukiwać, nabierać na naszą muzykę. I to jest prawdziwa niezależność, a nie udawanie, ze ma się siedemnaście lat, jak ma się czterdzieści siedem.

Chcecicospowiedziec to już trzecia płyta w waszym dorobku. Nieźle, jak na Notorycznych debiutantów

Całkiem nieźle. W dodatku każda nagrana w innym składzie i u innego wydawcy. Tak wiec to „debiutanctwo” trochę sobie sami wywróżyliśmy. Ale ma to też swoje dobre strony, bo życie stawia przed nami coraz nowsze wyzwania i nie pozwala się nudzić.

Ponoć kiedy zgraliście już materiał, „wydawcy zaczęli walić drzwiami i oknami. Dlaczego spośród nich wybraliście właśnie Universal?

Bo najbliżej nam było co do wspólnej wizji tej płyty. Jarek Szlagowski, odpowiedzialny za repertuar i artystów w UMP, okazał się człowiekiem szalenie otwartym… Właściwie zgodził się na wszystko.

No, w sumie nie miał się co nie zgadzać skoro mieliście już nagraną płytę…

To nie do końca tak. Mieliśmy nagrane pół płyty i on pierwszy zapałał niekłamanym zainteresowaniem. Podobało mu się, że to nie będzie płyta taka jak poprzednia, że podeszliśmy do tematu odważnie. Że ta płyta jest zupełnie niespodziewana. To jego słowa – cytuję. Nie wlewam sobie.

Fakt. Niespodzianki czyhają na każdym kroku. Kiedy juz pojawia się jakaś melodia, którą chciałoby się zanucić, wy zmieniacie tempo, styl, rytm…

Chodzi o to by gonić króliczka, a nie żeby go złapać. :)

Ale to niezwykle ciekawe! Bo przy nieustannej ewolucji, zmianach, jakie wprowadzacie rdzeń waszej muzyki – surowe, ostre brzmienie – pozostaje w zasadzie taki sam. Nawiązuje do nieco zapomnianego już nurtu zwanego „zimną falą”.

To była stylistyka zawsze mi bliska i walczę z tym w sobie. Mam bowiem tendencję do takiego bezdusznego, kwadratowego, mechanicznego grania. A chciałbym otworzyć się na coś nowego, na muzykę, która nie jest wyłącznie tą, jaką nasiąknąłem jako dzieciak czy dorastając.

To się udaje, bo wasze brzmienie z płyty na płytę staje się aranżacyjnie coraz bogatsze. Czy to przyjęty przez was kierunek czy wpływ producenta, Marcina Borsa?

Druga płyta, Notoryczni debiutanci, stanowiła efekt zderzenia zespołu z Marcinem. Miał zezwolenie z naszej strony, aby zrobić z nią to, co chce. A jednocześnie było to trochę takie wzajemne wyczuwanie się. Na Chcecicospowiedziec słychać przede wszystkim wpływ Damiana (Pielki – red.) i tego jak on aranżuje utwory, jak gra na gitarze. A świetnym gitarzystą jest niewątpliwie, bo od dwudziestego roku życia gra przecież z Lechem Janerką, a to samo w sobie jest już nobilitacją. Z drugiej strony to efekt wizji bardzo długo ciosanej z Marcinem Borsem, bo mieliśmy na tę płytę bardzo dużo czasu. Nagrywaliśmy ją rok, dlatego że nie śpieszyliśmy się na termin, nie mieliśmy podpisanego papieru z wytwórnią. Paradoksalnie udało się nam wyjść z tego obronną ręką a czas przysłużył się tylko jej jakości.

Nie da się ukryć, że różnorodność zawartych na Chcecicospowiedziec brzmień budzi podziw. A przecież nie posiadacie klasycznej edukacji muzycznej.

Każdy z nas liznął edukacji muzycznej, niekoniecznie formalnej, akademickiej ale jednak. Mnie wyrzucono po trzeciej klasie szkoły muzycznej I stopnia. Okazało się, że to nie dla mnieJ Jest takie powiedzenie, że jazz gra się głową, a rock’n’rolla biodrami. Mamy więc sprawne biodra, mam nadzieję.

Skoro padło już imię Damiana to może powiesz ilu właściwie was teraz jest, bo to wcale nie takie oczywiste!

No, obecnie jest nas pięciu. To najliczniejszy skład w historii Much. Dwa lata temu dołączył Damian Pielka, a od pół roku gramy jeszcze z Krzyśkiem Zalewskim, niegdysiejszym zwycięzca programu Idol… Choć on pewnie zabiłby mnie gdyby słyszał, że to mówię… To znaczy, może nie zabił, ale bardzo nie lubi, kiedy jego osobę wiąże się tylko z tym. Mam nadzieję, że na wiosnę wyda swoją własną płytę, bo jest już prawie gotowa i wtedy usłyszycie świetną muzykę kogoś dotkniętego naprawdę bożym palcem – człowiek niesamowicie umuzykalniony w autorskiej odsłonie. To będzie coś.

Nie mając z góry wydawcyChcecicospowiedziec, potworzyliście sobie dowoli i wyszło… dość posępnie. Myślę tu zwłaszcza o twoich tekstach.

Kurcze, mnie zawsze było bliżej do takiego „posępnego” pisania. Nie wiem czy w wesołym graniu wyszedłbym przekonująco. Chyba nie. Wydaje mi się, że jeśli kiedykolwiek najdzie mnie ochota na granie niemelancholijne, na granie wesołe, to na pewno sobie na nie pozwolę. Mam zresztą wrażenie, że o ile w moich tekstach nadal jest może ponuro, nie jest już tak bezsilnie, jak bywało na poprzednich płytach.

Przesłanie jest na wskroś współczesne, ale posługujesz się krótkimi i mięsistymi tekstami, bliższymi raczej poetyce punk rocka, niż przegadanego niekiedy hip-hopu.

Ja hip-hop uwielbiam! Gdybym znalazł jakiś sposób to chciałbym takie elementy, nawet większą cześć płyty osadzić w rytmice, pulsacji hip-hopowej, może trip-hopowej. Zakusem na zmiany tego typu jest trochę początek Robotyki – takie hardcore’owe krzyki…

Czyli co? Następna płyta znów nas zaskoczy?

Mam taką nadzieję :)

Piszesz teksty wieloznaczne, momentami wręcz surrealistyczne. Co cię inspiruje?

Codzienność. I ludzie. Tak naprawdę w rozmyślaniach nie ruszam się z miejsca, w którym siedzę. Spoglądam na ludzi, na to, co ich łączy i co ich dzieli, bo w tym jest największa magia.

Skoro czerpiesz z różnej muzyki to może także z jakiejś konkretnej literatury?

Nie. Czytuje ksiązki, ale nie, nie inspiruję się niczym konkretnym.

Zdarzyło ci się przyrównać waszą najnowszą płytę do komiksu. Je też czytujesz?

Tak. Ostatnio czytałem Niczym aksamitna rękawica odlana z żelaza. Wiesz, przeczytałem oczywiście Żbika, Kajko i Kokosza, Tytusy, Thorgale… Trochę komiksów japońskich… W sumie mam tak z dziesięć na półce. Nie jestem jakimś wielkim fanem. Jestem raczej człowiekiem, który jeśli już się natknie na komiks, to dużo przeżywa oglądając, czytając.

Już sam zapisu tytułu Chcecicospowiedziec wskazuje, że odwołujecie się do rzeczywistości internetowej, wyalienowania, kwestii komunikacji, a właściwie częściej jej braku. Słychać to zresztą wprost w Zamarzam czy we Wróżbach.

Rzeczywistość cyfrowa, wirtualna, jest w tej chwili naszym nieodłącznym partnerem. To, co kiedyś znajdowało się tylko w umysłach pisarzy, o czym można było poczytać w „Fantastyce” albo „Fenixie”, teraz dzieje się naprawdę. Ludzie przebywają w wirtualnych światach – iluzorycznych, fantazmatycznych. Mamy po kilka osobowości – realną, profilową, zawodową… To jest płyta na czasy, kiedy ludzkość zaczyna poruszać się na granicy świata wirtualnego i rzeczywistego. Nie mogliśmy tego nie dotknąć.

Dlaczego współczesnemu człowiekowi trudno jest pójść do drugiego i powiedzieć: „słuchaj, czuję się samotny”?

Bo to niemodne. Bo to otwarcie się na drugą osobę i na własne słabości, niedoskonałości a przecież model promowany w mediach jest zupełnie inny. Drapieżny, zbyt ambitny przerysowany. „Chcesz być kimś? Bądź supersamcem albo kobietą sukcesu”. Gdzieś tu gubi się codzienność i tak zwane człowieczeństwo. Dzisiejszy świat oficjalnie nie znosi słabości. A to kompletna bzdura. Tęsknimy za pełnym wymiarem ecce homo! O to należy walczyć.

Na ile twoje teksty są autobiograficzne?

Każdy wytwór, każda kreacja artystyczna w jakimś stopniu odzwierciedla życie autora i jego otoczenia. Nie ma od tego ucieczki. Najważniejsze, aby te małe zdarzenia, które dzieją się w naszym życiu i dokoła nas przełożyć na język uniwersalny, na uniwersalne prawdy, opowiastki. Wiesz, w rock’n’rollu jest tak naprawdę bardzo dużo z literatury, z roli, którą ona spełnia. Po prostu musisz w trzy i pół minuty opowiedzieć historię tak, aby była czytelna i wciągająca.

Zbliża się zima. Będzie was można spotkać nad morzem?

:)))) Nad morzem już byliśmy. I to jesienią.

Taksówką?

Oby nie! Ta piosenka mówi raczej o uciekaniu taksówką niż o jakiejś wyprawie. Chociaż… gdyby to było morze, nad które jedzie się taksówką, bo ma się dużo pieniędzy… Nie wiem. Interpretujcie to jak chcecie. Na tym mi zależy – aby słowa były wieloznaczne.

Powiedziałeś kiedyś, że tytuł tego kawałka (Robotyka) czy następnego na płycie (Kurara) są trochę znikąd. A one wyraźnie kleją z muzyką, i z tekstem. Pierwszy to przecież piosenka o ucieczce od automatyzmu życia, druga – o wyrafinowanej truciźnie…

Tak Robotyka to kawałek nas wskroś „robotyczny”. I rzeczywiście jest w jego słowach chęć oderwania od mechaniki bycia w mieście. Kurara zaś mówi o pragnieniu odcięcia się od medialnej, rządowej czy też marketingowej trucizny, faktycznie wyrafinowanej… Kurcze, z tego, co mówisz, jak interpretujesz te teksty, wynika, że jestem czytelny. Bardzo się cieszę.

Czyli, że wpisując się nieco w poetykę dołączonego DVD i zawartego na nim filmu, można spokojnie stwierdzić: Kurwa, zajebistą płytę nagraliście…

Chcieliśmy zrobić taką satyrę wielopiętrową i rzeczywiście film wywiera gorący wpływ na widzów. Cieszy mnie, że jego potencjał skutkuje w stu procentach, bo nikogo nie pozostawił obojętnym. Są ludzie, którzy już dziś mówią slangiem z niego w życiu codziennym. Są też tacy, którzy oburzyli się ilością przekleństw i być może nawet spodziewali się czegoś innego. Powtarzałem to już kilkukrotnie: na prostym filmie biograficznym wyszlibyśmy o niebo lepiej. Byłby on bezpieczny, nikogo by nie zmiótł, nikogo nie powalił, ale też nikogo do nas nie zniechęcił. Zrobiliśmy jednak taki film i jestem z tego dumny. My nie jesteśmy po to, żeby się podobać. Od tego są aktorzy serialowi, romantyczno-komediowi i celebryci. My jesteśmy po to, aby nurtować.

Z całą pewnością zaskakuje. Przez pewien czas nie wiedziałem czy sobie robicie jaja czy to na poważnie…

I o to właśnie chodziło!

Dostaliście pieniądze na klipy promocyjne od wydawcy i… zrobił się z tego film. Skąd w ogóle pomysł na taką formę, fabułę?

Tak naprawdę powstał on a vista – na żywo, w lipcu (2011 roku – red.). Jego ostateczna forma jest efektem zdarzeń zachodzących w trakcie powstawania. Czyli tak: najpierw okazało się, że dostaniemy dwadzieścia tysięcy złotych… Tu umówmy się – za te pieniądze klip zrobi się spokojnie, ale można też o wiele więcej na klip wydać. Tak więc dostaliśmy pieniądze i z nimi zgłosiłem się do mych niegdysiejszych idoli, których nadal podziwiam – grupy Sky Piastowskie. Zaczęły się rozmowy: robimy dokument, film biograficzny czy totalną fabułę, jak to widzicie? Siedzieliśmy podczas tych rozmów hotelu Don Prestige Residence, w którym chłopcy mieszkali na Św. Marcinie. Okazało się, że ten hotel jest w trakcie remontu. Zagadaliśmy z dyrekcją i ta zezwoliła nam zniszczyć apartament, w którym byliśmy. Nie mogliśmy sobie odmówić i nie ubrać tego w pewną prowokację prasową. Jednocześnie wszyscy jako fani filmów Wyjście przez sklep z pamiątkami Banksy’ego i Joaquin Phoenix. Jestem, jaki jestem, uznaliśmy to za piękny punkt wyjścia do zrobienia mockumentary. I może nie jest ono doskonałe i widać w nim, że jest to całkowite DIY i dwa tygodnie koleżeńskiej pracy… Ok. Ale jeśli ludzie będą potrafić przymknąć na to oko, to doczytają się prawdziwego sensu.

A skąd pomysł na wiejską trasę koncertową z TIRa? Może warto z tym do ministerstwa kultury? Wszak to świetny patent na jej krzewienie…

Jest taki festiwal Marka Gajzlera w Tucznie (Misietupodoba – red.). Byliśmy już tam w zeszłym roku i graliśmy w knajpie Marka – w „Bałaganie”. W tym roku przyjechaliśmy zagrać objazdowy koncert w czterech miejscowościach blisko Tuczna. No i zobacz! To piękne rozwinięcie tego, co mówiłem wcześniej. Znowu okazało się, że czerpiemy z tego, co się dzieje wokół nas samo, naturalnie. Okazało się, ze mamy możliwość zrobić akcję z hotelem, że możemy pojechać na wioseczki zagrać kilka koncertów. Mamy zatem dwa fakty i jak teraz ubrać to w fabułę? No więc robimy to tak: przyjeżdża człowiek, który obiecuje nam karierę, a zabiera na obwoźne koncerty po maleńkich miejscowościach po Pojezierzu Wałeckim. Dochodzi do kłótni i bójki w hotelu. Jednocześnie sprzedajemy to do prasy jako fejk i robimy mockumentary. Tak dokładnie ten film powstawał.

Ciekawe jest to, że licznych recenzjach Chcecicospowiedziec, rzadko wspomina się o filmie. Najwyżej w jednym, dwóch zdaniach. A przecież to integralna część tego wydawnictwa, skoro wrzuciliście obie płyty w jedną okładkę…

Mnie to poniekąd cieszy, bo tak naprawdę film jest dodatkiem do płyty – tylko i wyłącznie. Natomiast tu możliwe są dwa wytłumaczenia: albo zrobił on tak małe wrażenie na recenzencie, albo sama płyta tak duże. Osobiście wolałbym to drugie…

Jest jeszcze trzecie: recenzent nie pokumał się do końca z filmem.

Może… Tym bardziej wolałbym to drugie. :)

W zasadzie można powiedzieć o was, że odnieśliście sukces – jesteście rozpoznawalną marką, macie stałe grono fanów, wasze płyty spotykają się z coraz szerszym oddźwiękiem. Każda kolejna zbiera lepsze recenzje… Sami sobie coraz wyżej stawiacie poprzeczkę.

To prawda i to jest, kurcze, kłopotliwe. Z jednej strony stanowi wielką nagrodę, a zarazem magnes i rozkaz dalszej ciężkiej pracy nad następną płytą. Żeby nie zrobić fałszywego ruchu, żeby nie brzmieć nieszczerze. Żeby nie dać ludziom powodów do nie wczucia się w tę płytę. I to jest świetna sprawa. Natomiast z drugiej… To jest takie, hm, nurtujące… Przysparza stresów.

Pójście cały czas w górę musi być stresujące. A czy wentylem bezpieczeństwa, który pokazuje wasz dystans do siebie jest właśnie ten film?

Trochę tak. Pięknie, że to powiedziałeś, bo pomyśl, co by się stało gdybyśmy nagle zaczęli się wysilać i robić jakieś show, poważne filmy… Nie! To byłoby bez sensu! To byłby spektakularny onanizm, bufonada.

Czy obecna współpraca z Universalem daje wam wreszcie poczucie stabilności?

Jesteśmy na skraju wyboru trzeciego singla z Chcecicospowiedziec i rozpoczęcia jego kampanii promocyjnej. Rozpoczęliśmy rozmowy. Ich efekt powie nam na co jeszcze będziemy mogli sobie pozwolić. A tak naprawdę wszystko zależy od tego czy wynik promocyjny zadowoli wydawcę. Jeżeli tak, dostaniemy pewnie dobrą propozycję wydania kolejnej płyty, jeżeli nie – będziemy myśleć.

Jesteście w trasie. Jak publiczność przyjmuje nowa płytę?

Tak. Dwadzieścia dwa koncerty z tygodniową przerwą pośrodku, żeby nie zwariować i przy tym nie wpaść w rutynę na scenie. Na koncertach spotykamy się ze świetną reakcją, frekwencją. Naprawdę czuję, że te ciężkie półtora roku, które zaczęło się nieciekawie, kończy się świetnie. I że za ciężką pracę jest dobra płaca. Ciężką pracę polecam wszystkim.

Materiały powiązane:




blog comments powered by Disqus