Te spotkania i powroty…

Autor: Tomasz Nowak
11 stycznia 2013

Formacja Kim Nowak to awatar dotychczasowej twórczości Fisza i Emade. Stworzony wespół z Michałem Sobolewskim wentyl dla ciągotek braci Waglewskich do ostrych brzmień rodem z początków kariery ojca. Dwanaście porcji gitarowego grania, jakie serwują na Wilku zwykło nazywać się po prostu rockiem. Niekoniecznie dołączając do tego skomplikowane epitety.

Znane z pierwszej płyty Kim dźwięki stały się za sprawą fascynacji Sobolewskiego jeszcze cięższe. I choć muzycy sami wymieniają rozmaite, konkretne inspiracje, można tu usłyszeć prawie wszystko, co w gitarowym graniu ważnego wydarzyło się na przestrzeni ostatniego półwiecza. W tym brzmienia alternatywne, ot, choćby wyraźne zimnofalowe w – nomen omen – otwierającym krążek kawałku Lodowiec gigant czy nieco eksperymentalnym Oknie.

Szeroko anonsowane nawiązania do klasyki lat sześćdziesiątych w praktyce przesłania brudny, sfuzowany dźwięk gitar i wokalu. Przywodzi on na myśl bardziej kapele z lat dziewięćdziesiątych, wyrosłe na fundamencie grunge’u. Co jednak dla brzmienia równie ważne, choćbym nie wiem jak przed tym uciekał, wchodząc na obszar muzyki ojca, wokal Bartka Waglewskiego już upodabnia się momentami łudząco do śpiewu – barwy i intonacji – Wojciecha. I im bliżej końca płyty, tym bardziej to słychać (Noc, Chmury, Dwie kropki).

Niby wszystko się zmienia – czasy, muzyka – ale czasem trudno nie ulec wrażeniu, że tak naprawdę bardzo niewiele. Ciągły bunt, ciągłą niezgodę na zastany świat manifestuje dziś najgłośniej rap. To częścią jego sceny są Fisz i Emade. I choć debiut Kim Nowak zapowiadał się obiecująco, to na Wilku w gwizdku zabrakło już trochę pary, zwłaszcza dobrych tekstów.

Warstwą słowną ponownie zawładnął Fisz, a mimo tego, że nie można zarzucić mu braku szczerości, coś tym razem nie powiodło się w tak dobrze jak wcześniej. Potrzeba człowieczeństwa (Prosto w ogień), życiowe niespełnienie (tytułowy Wilk), próba pójścia pod prąd naporu, pędu świata biznesu, polityki, mediów (Krew), tęsknota za minionym (Wczoraj) czy wyrzuty pod adresem Boga (Aniele) to tematy „dyżurne”, zawsze nośne. Tyle że proste strumienie dość dowolnych skojarzeń, okraszone od czasu do czasu oryginalną słowną zbitką to za mało by przykuć uwagę słuchacza.

Wilkowi spełnić oczekiwania będzie tym trudniej, że ciężko na tej płycie wskazać jakiś „przebój”, utwór „do zanucenia”, jaki chętnie byłby grany szerzej gdzieś w radio. Obok promującego płytę Mokrego psa, do tego miana aspirować mogłyby jeszcze może Chmury. Ale i to trochę na siłę.

Nie od parady mówi się, iż druga płyta bywa w karierze artysty najtrudniejszą. Zwłaszcza, gdy pierwszą zauważono i doceniono. A do tego trudno uciec od porównań z dokonaniami rodziny… Zatem, o ile Wilk jest dla Kim Nowak niewątpliwie muzycznym krokiem naprzód, nad kolejnym trzeba zastanowić się bardzo poważnie. Sama dobra muzyka nie wystarczy, bo bez wyrazistych tekstów w stricte rockowym graniu ujechać będzie trudno.




blog comments powered by Disqus