Recenzja płyty "Wasting Light"

Autor: Agnieszka Pawłowska
Korekta: Bool
8 maja 2011

Po czterech latach milczenia amerykańska kapela rockowa uderza w rynek nowym studyjnym krążkiem "Wasting Light". Przebojowy i ostry rock spod znaku Foo Fighters ma szansę znowu porwać publiczność. Czy kapeli uda się i tym razem?

Macierzysty zespół Dave Grohla, Nirvana, obrósł już taką legendą, że pisanie, iż obecne dokonania muzyka przewyższają działalność wcześniejszej twórczości, można uznać za obrazę.
Nie ma się jednak co oszukiwać, że kapela Cobaina przeszła do historii głównie ze względu na osobę wokalisty. Dziś były członek Nirvany oraz wieloletni lider Foo Fighters pokazuje, że można tworzyć muzykę z ciężarem przeszłości. I to nie byle jaką muzykę.

"Wasting Light" to już siódmy studyjny album kapeli, na który fani musieli czekać cztery lata. W 2009 roku zespół Grohla wydał pierwszą kompilację najlepszych utworów Foo Fighters, które doskonale podsumowały ponad 14-letnią karierę muzyków. Wydany jednak w tym roku "Wasting Light" udowadnia, że Foo Fighters mają coś jeszcze do powiedzenia. Jest to krążek, który zachwyci przede wszystkim wiernych fanów zespołu. Po nowym albumie mogą oni spodziewać się dawki szybkiego, melodyjnego rocka, który wylewa się niemalże z każdego utworu na płycie. Muzycy nawet nie starają się eksperymentować, ale przecież nie tego fani Foo Fighters spodziewają się po nowym dziele kapeli. Post grunge rządzi się swoimi prawami, a Fightersi świetnie się w nie wpisują, trzymając przy sobie niemałą grupę miłośników spragnionych mocnego grania.

Ale sukces, jaki już od jakiegoś czasu odnosi promujący album singiel "Rope", był do przewidzenia. Nad produkcją krążka pracował w pocie czoła Butch Vig, który odpowiedzialny jest choćby za legendarne już "Nevermind" czy przebojowe "American Idiot" punkowego zespołu Green Day. Gwarancja sukcesu niemalże gwarantowana. Na "Wasting Light" nietrudno doszukać się przebojów, które błyskawicznie wpadną w ucho nie tylko fanom rocka. "Arlandia" czy niezwykle pozytywne "Walk" mają szansę na długo podbijać listy przebojów.

Nie mnie oceniać przyszłość tej płyty, ale choć widzę jej liczne triumfy w stacjach radiowych i na rozdaniach nagród, nie sądzę by wpłynęła znacząco na losy współczesnego rocka. Dziś każdy gra dla siebie, czasem ewentualnie przyświecają mu nieco większe cele, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że czasy grunge rocka i post grunge mijają bezpowrotnie. Wielu stwierdzi, że minęły już dawno. Mimo reaktywacji klasyków gatunku, do jakich należą choćby Soundgarden czy Hole (może już mniej, ale jednak), czegoś jednak tu brak, a czego, to już chyba dobrze wiemy.. Niemniej fanom ostrzejszego grania trudno będzie się obejść bez "Wasting Light". Na współczesnej rockowej scenie muzycznej, która powoli i skrupulatnie zmienia się w pustynię, warto sięgnąć po wszystko, bo właśnie może wśród tych ziarenek piasku znajdziemy nie lada perełki.



blog comments powered by Disqus