Odija/Emiter "Linie północne" - recenzja płyty

Autor: Patryk Balawender
26 sierpnia 2009

Wspólny projekt pisarza Daniela Odiji i Marcina Dymitera - muzyka poszukującego, nie bojącego się eksperymentów - tylko na pierwszy rzut oka wydawać się może czymś niecodziennym. Obu "synów północy" (literackiej i muzycznej) łączy bowiem coś więcej niż tylko miejsce urodzenia, Słupsk, bardzo ważne zresztą dla ich twórczości. Mowa tu raczej o jakimś intuicyjnym porozumieniu, wspólnym zrozumieniu wykraczającym poza słowa, które pomogło uczynić ich pierwsze wydawnictwo tak udanym. Trudno określić, dzięki czemu tak dobrze się słucha tej płyty. Może to właśnie kwestia wspólnego geograficznego pochodzenia? Ten słynny północny spleen, wszechobecny niczym ledwie wyczuwalny zapach pobliskiego morza, nieokreślona do końca tęsknota?

Linie północne trwają niewiele ponad pół godziny. Sześć utworów, których teksty stanowią fragmenty niewydanej powieści Odiji ("Komedia"), Emiter okrasił minimalistycznymi dźwiękowymi pejzażami. Surowymi, sprawiającymi wrażenie niedokończonych. Główną rolę w nich pełni gitara elektryczna, prowadząca dialog z deklamowanymi przez Odiję słowami. Od czasu do czasu odzywa się fortepian lub znane z innych płyt Emitera elektroniczne trzaski i szumy (otwierające i zamykające płytę "Kostyń" i "Ruchomy pamiętnik"). Generalnie jednak muzyka jest maksymalnie uproszczona, celowo nie odwracając uwagi od narracji. Całość sprawia wrażenie soundtracku, a nie tylko podkładu do monologów, słowa i muzyka stanowią organiczną całość. Szczególnie dobrze wypada to w "Morzu", najlepszym utworze albumu. Gitarowe plamy Emitera rozwijają się w transowy, hipnotyczny dron, przywołujący dokonania shoegazowo-ambientowego Yellow6 czy solowych dokonań Alana Sparhawka z zespołu Low. Do tego padają tutaj dwa zdania, które na długo zapadają w pamięć i mogą wręcz wytrącić słuchacza z równowagi: "Bo morze to fizyczny odpowiednik czasu, a czas jest morza metafizycznym odbiciem" oraz "Szczególnie jesienią, gdy plaże są puste i człowiek jest sam z morzem i kłującymi jak igły krzykami mew, szczególnie wtedy można zwątpić o sile kwi przepychającej się w naszych żyłach". Kto siedział nad morzem jesienią na pustej plaży doskonale zrozumie, co tutaj Odija chciał przekazać.

Pierwsza płyta duetu Odija/Emiter ma medytacyjny, osobisty nastrój. Linie północne można nazwać metafizyczną muzyką drogi, ale podróż ma tutaj charakter wewnętrzny, symboliczny. Nagranie oddalone od mainstreamu jak tylko można, za to zainteresować powinni się nim zarówno miłośnicy dobrej muzyki, jak i literatury.

 



blog comments powered by Disqus