HATI vs LAL "The Journey Like Never Before" - recenzja płyty

Autor: Kormak
18 października 2008

Kiedy pierwszy raz usłyszałem HATI na żywo, przeżyłem małe objawienie. Nie spodziewałem się, że w Polsce ktoś może z takim wyczuciem tworzyć dźwięki w tradycji plemiennego, transowego postindustrialu. To właśnie koncerty, a nie płyty toruńskiego duetu najlepiej oddają ducha ich muzyki, angażując słuchacza w rodzaj medytacyjnego misterium. Gongi, piszczałki, rogi, metalowe odpadki rodem z wysypiska etc. - grupa poprzez swoje instrumentarium oddaje hołd kulturom pierwotnym, jednocześnie czerpiąc z miejskiego zgiełku, a rezultaty są znakomite nie tylko na skalę krajową, o czym najlepiej świadczy fakt, że HATI regularnie grywa koncerty poza granicami Polski, a wspólną płytę nagrał z nimi sam Z'EV, legendarny perkusista i szaman dźwięków, jeden z „ojców” industrialu.

Rafał Iwański i Dariusz Wojtaś nie zamykają się jednak w wypracowanej przez siebie formule, ciągle poszukując nowych środków ekspresji, coraz śmielej sięgając po elektronikę, o czym świadczy ich nowe wcielenie - Recycled Magick Soundsystem - czy ostatni projekt, współpraca z Andrzejem Kasprzykiem, ukrywającym się pod pseudonimem LAL. Ten płodny muzyk i producent, mający w swoim resume m.in. komponowanie muzyki do spektakli, filmów, gier komputerowych (praca nad wydawnictwem muzycznym inspirowanym grą Wiedźmin, na którym pojawili się m.in. Vader, Rootwater i Habakuk), radia i telewizji, znany jest także jako połowa duetu 2nd Hand Beatnix, który tworzy z Maciejem „Magurą” Góralskim, postacią znaną każdemu, który wie co nieco o polskiej muzyce niezależnej lat 80. i 90. HATI vs LAL jest więc zderzeniem czysto akustycznego grania z nowoczesną elektroniką. Potencjał spory, ale rezultat nie do końca zadowalający.

Na „The Journey Like Never Before” punktem wyjścia był materiał dźwiękowy z trzech płyt HATI nagranych w latach 2003-2004, który wykorzystał LAL, tnąc, szatkując, przerabiając, dodając od siebie różne patenty z wielu gatunków muzyki elektronicznej. Mamy tutaj dubowe pogłosy („Horde Magnetism”), kliki, trzaski i połamane bity kojarzące się ze sceną IDM („Steel Om”, „Aluminium Bar Sex”), warpowskie linie klawiszy („Poppyhead Fields Forever”), chillout („Breathe In Union”) czy bardziej tradycyjny ambient („Back Into Maditation”). Pierwsze utwory przywołują na myśl postindustrialne poszukiwania Coil, ale efekt psują drażniące uszy sample skrzypiących drzwi – co za dużo to niezdrowo. Im dalej jednak, tym lepiej, utwory kończące album są zdecydowanie najlepsze i słucha się ich z przyjemnością.

Wspomniałem, że rezultat współpracy HATI z LAL nie jest do końca zadowalający. Dlaczego? To tylko moje czysto subiektywne wrażenie oczywiście, ale elektronika w wydaniu Kasprzyka zanadto trąci myszką, jest dosyć archaiczna w złym tego słowa znaczeniu. Przepadła gdzieś głębia i transowy klimat, a dominuje odhumanizowana, sucha, bardzo studyjna produkcja, kojarząca się z soundtrackiem do gry komputerowej. Mógłbym wymienić kilku innych polskich twórców „muzyki z komputera”, którzy o wiele bardziej pasowaliby do HATI, nie wspominając o zagranicy. Iwański i Wojtaś powinni brać przykład ze Z'EV'a, który w ostatnich latach nagrał znakomite kolaboracje ze Stephenem O'Malleyem (Sunn o))), KTL, Khanate etc.) i Herbst9.

„The Journey Like Never Before” to interesujący eksperyment, który na pewno powinni usłyszeć fani HATI. Słabym ogniwem jest tutaj sam LAL, którego muzyka bez sampli toruńskiego duetu nie przekonuje.



blog comments powered by Disqus