Wszystkie Wschody Słońca "Japoński reżyser" - recenzja płyty

Autor: Rafał Pawłowski
11 listopada 2009

Od poprzedniej w pełni autorskiej płyty Wszystkich Wschodów Słońca minęło 6 lat. W międzyczasie aktywność WWS skupiała się na dubowych eksperymentach, a ich wymiernym efektem był album "RMX-1000", na którym przedstawili oni swoje remixy utworów polskiej czołówki sceny reggae-dub. Odpowiedź na pytanie, na ile kreatywne były to eksperymenty i poszukiwania przynosi, mający premierę w zeszłym miesiącu, album "Japoński reżyser".

Słupski kolektyw nie pierwszy już raz w swych inspiracjach sięgnął poza granice gatunku i z łatwością zaadaptował na własne potrzeby elementy różnych, często bardzo odległych kultur muzycznych. Na krążku dubowa motoryka swobodnie rozlewa się po przestrzeniach ambientu, a energia rave zderza się transowymi motywami z Bliskiego i Dalekiego Wschodu. Stylistycznie najnowsza płyta Wschodów to dowód dojrzałości muzycznej, której efektem jest znalezienie równowagi między zimną estetyką "ethno logic dub", a żywym pulsowaniem debiutanckiego albumu grupy.

Muzyczny koktajl serwowany nam przez WWS zaskakuje więc zarówno bogactwem smaków, jak i ich wyważeniem. Niestety tego samego nie można powiedzieć o wokalnej stronie "Japońskiego reżysera". Bolączką WWS od dawna jest brak stałego wokalisty/-stki. Od początku istnienia Wschodów przez ich koncerty i płyty przewinęła się dość szeroka paleta nazwisk. Nie inaczej jest w przypadku najnowszego krążka. Spośród 12 numerów, aż osiem okraszono śpiewem. Mamy tu propozycje naprawdę udane. Do takich należy zaliczyć współpracę z Bobem One w ragga'owych "Wstań" i "Telewizor". "Sybilla" z wokalem Michała Kowalonka, a szczególnie "Cztery części świata" z udziałem Martyny Załogi, uchodzić mogą za ozdoby albumu. Takiej nieokiełznanej energii, jak w bliskim Prodigy, finiszującym płytę utworze, nie było w polskiej muzyce chyba od czasu, jak Dezerter zaprosił gościnnie do współpracy Nosowską. Niestety dobre wrażenia psuje udział w albumie Jarexa, frontmana grupy Bakszysz. Na tle dopracowanych muzycznie kompozycji Wschodów wychodzą wszystkie braki tego, skądinąd ciekawego wokalisty, na czele z rzucającą się w uszy wadą wymowy. Jeśli dołożyć do tego niezbyt wyrafinowane teksty ("Ostrzeżenie"), to gdyby nad płytą unosił się duch Tymona Tymańskiego, można by podejrzewać WWS o próbę parodii gatunku.

Poza warstwą muzyczną warto zwrócić uwagę na graficzną stronę "Japońskiego reżysera". Jej autorem jest Wojciech Stefaniec - komiksowy twórca powoli zdobywający uznanie w Polsce i świecie. Używając zaledwie kilku elementów i kolorów wykreował on bardzo sugestywną, zapadającą w pamięć oprawę.

W promujących album wypowiedziach członkowie Wschodów zapowiadają, że pracują już nad kolejnym krążkiem. Pierwszy numer "arivederci" inspirowany znakomitym obrazem Quentina Tarantino Bękarty wojny już jest. Czekam z niecierpliwością.



blog comments powered by Disqus