Czas kochania i czas nienawiści, czyli Godsmack zaskakuje po raz "IV-ty"

Autor: Agnieszka Lasota
6 lipca 2006

Świat rockowy nigdy nie był zbytnio optymistyczny... Ostatnie propozycje artystów, zarówno krajowych, jak zagranicznych, wybitnie to potwierdzają. Dobrze nie jest. Na pewno nie kolorowo i słonecznie. Takich czarnych barw można się spodziewać na płycie, którą otwiera utwór "Livin' In Sin".

Czwarty album Godsmacka rozpoczynają bicie dzwonów i szeptane modlitwy, po których następują gitarowe motywy rodem z Toola. "IV" jest bodaj najbardziej zróżnicowaną płytą w dorobku kwartetu z Bostonu. Muzycznie to nadal ciężka odmiana grunge'u, a tekstowo kontynuacja opowieści o ciemnych stronach ludzkiej egzystencji.

Wszędzie wrogowie, (godsmackowy) brak zaufania, rozmaite pokusy... Obraz wykreowany na "IV" jeszcze bardziej należy do świata wokalisty Sully'ego Erny niż te, na wcześniejszych albumach. Śpiewający autor tekstów, został także producentem. Jego ciężka sytuacja osobista zaciążyła na tematyce "IV". Cierpienie zawsze było najlepszą inspiracją.

Charakterystyczny, mocny i czysty wokal Erny różnicuje "IV". Ale nie jest jedynym. Lisa Guyer użyczyła swego głosu w smutnym balladowym "Hollow". Jon Kosco dialoguje w singlowym zadziornym "Speak". Grunge'owy "Shine Down" z delikatną harmonijką na początku może zdziwić. Celowo. Utwór przeradza się w kompozycję a la hard blues. Finalny "One Rainy Day" z powodzeniem mógłby się znaleźć na którymś z albumów Alice In Chains.

Jedynym nieporozumieniem na "IV" jest utwór "Voodoo Too" - nawiązanie do mistyczno-transowego "Voodoo" z debiutanckiego krążka zespołu. Niepotrzebne przywołanie genialnego hitu sprzed kilku lat. Kolejny dowód na to, że czasem trzeba się bardzo poważnie zastanowić nad sensem replay'a znakomitego dzieła.

Czas kochania i czas nienawiści. Urok grunge'owej muzyki. I taka jest nowa płyta Godsmacka. Jakby bardziej ze Seattle niż z Bostonu. Niespodzianka po raz czwarty.

Ocena: 7/10



blog comments powered by Disqus