Recenzja płyty "Different Places" zespołu Plastic Operator

Autor: Agnieszka Lasota
1 sierpnia 2008


Propozycja projektu Plastic Operator to porcja przyzwoitego elektronicznego popu, jakiego się kiedyś słuchało… Jakbym nie wiedziała, co to za muzyka, to w ciemno obstawiałabym, że to stary
Röyksopp z czasów Melody A.M. (2001). Bądź swobodna parafraza płyty Neon Golden (2002) zespołu The Notwist, lecz zdecydowanie w tonacji dur.

Kanadyjsko-belgijski duet tworzą Mathieu Gendreau (elektronika) i Pieter Van Dessel (wokal / elektronika). Panowie poznali się na uniwersytecie w Londynie i postanowili połączyć swoje siły i zamiłowanie do elektronicznych brzmień. Spotykali się co pewien czas i tworzyli materiał. Metoda nieco ryzykowna dała rezultat w postaci zdecydowanie spójnej płyty.

Different Places to, ogólnie rzecz ujmując, elektroniczny pop. Krążek mógłby mieć jednak reklamową naklejkę: absolutnie pozytywnie nakręcający figlarny break-beat. Wpadające w ucho melodie sprawiają, że płyta jest taneczna, dyskotekowa. Zawiera kilka potencjalnych hitów (również do użytku na parkiecie). Pierwszy odsłuch albumu powoduje, że jeśli chodzi o ‘podejście’ rytmiczno-stylistyczne, chciałoby się ten krążek zakwalifikować jako propozycję klasyczną. Jednak Plastic Operator nie stroni również od futurystycznych rozwiązań w postaci dodatkowych instrumentów (altówka, skrzypce, wiolonczela), łamania rytmiki, czy rozmaitego samplowania.

Duet Plastic Operator jest kolejnym muzycznym projektem potwierdzającym niepisaną zasadę, że jeśli tylko się chce, można – pomimo choćby dzielącej odległości – nagrać wspólnie spójny dobry album. I po raz kolejny wygrywa pasja, która w tym wypadku zmienia swoje imię na: zabawa dźwiękami.

Ocena: 7/10


blog comments powered by Disqus