Recenzja płyty "Dark Side Of The Loop" grupy Blue Hand

Autor: Paweł Sarna
15 marca 2006

Blue Hand to rodzinny projekt z północno-wschodniej Polski, w którym udziela się dwóch braci. Materiał zawarty na EPce Dark Side Of The Loop powstał i został zgrany wiosną oraz latem 2005 roku.

Tytuł płytki miło kojarzy się ze znanym chyba wszystkim klasykiem pewnej brytyjskiej grupy :P Sama muzyka z kolei obraca się w kręgach szeroko pojętej elektroniki. Można tu rzucić paroma słowami-szufladkami typu electro, industrial, dark ambient czy drum n’ bass, ale po co? (a jednak to zrobiłem haha)

Mamy więc tu obecną połamaną rytmikę komputerowej perkusji, sporo dźwiękowych niespodzianek/wtrętów/przeszkadzajek, różnorodne sample i pętle, nieco wokali, a wszystko w momentami dość agresywnym i ostrym sosie. Użyto tych wynalazków współczesnej muzyki z rozmysłem, umiarem i wdziękiem. Nie sposób się nudzić w czasie dwudziestu kilku minut, które składają się na ten materiał, ponieważ dzieje się sporo – tempa zmieniają się często, raz jest szybciej i agresywniej, a kiedy indziej klimatycznie i melancholijnie. Niektóre patenty rytmiczne mają jazzowe inklinacje, zresztą część użytych sampli tylko tak się może kojarzyć. To nie zarzut bynajmniej – świadczy to raczej o wszechstronności inspiracji przy tworzeniu tej muzyki. Linie melodyczne są dość taneczne - może poza tą w Fresh Blood, który jest najbardziej wyciszonym elementem Blue Handowej muzycznej układanki. Brzmienie, choć syntetyczne i pozbawione żywych instrumentów, prezentuje się nad wyraz profesjonalnie. Jest świeżo, dynamicznie i nowocześnie. Miło cały czas pulsuje linia basu – w połączeniu z bitem podrywa na parkiet. Perkusja nie razi banałem i sztucznością, tak samo ma się sprawa z samplami i pasażami „niby-gitarowymi”. Jeśli chodzi o gitary właśnie, to według informacji od zespołu, na pełnym albumie (i ewentualnych koncertach) spektrum brzmieniowe poszerzy się o ten instrument. Z pewnością dostarczy to potrzebnego „ostrza” do niektórych, co wścieklejszych fragmentów materiału. Wokalnie mamy do czynienia, z dość powszechną wśród elektronicznych projektów, nakładką programowanych efektów na ludzki głos, choć na szczęście jego barwa jest dość ciekawa i wynik takiego „majstrowania” nie brzmi jak „elektroniczny growl”, którego osobiście nie trawię... Teksty (po angielsku z małym wyjątkiem, o którym na koniec) są z gatunku improwizowanych i „awangardowych” (modne słowo :P).

Podsumowując - stylistycznie mamy całkiem szerokie spektrum i fani brzmień Crystal Method, Sneaker Pimps, Chemical Brothers czy też wreszcie The Prodigy powinni być zainteresowani, ba, nawet zadowoleni. Na dzień dzisiejszy nie ma się czego wstydzić – trzeba tylko ostro pracować i przeć do przodu. Z ciekawości zobaczyłbym koncercik, na którym obok Blue Hand wystąpiliby Agonized By Love, Red Emprez czy też Controlled Collapse. Czterej Jeźdźcy Apokalipsy polskiej elektroniki... nasze nadzieje na krajowy i zagraniczny sukces A.D. 2006.

Czego sobie i Wam życzę.

Ps. Dygresja po polsku na koniec Shut Your Mouth zakrawa na polityczną wypowiedź ;)

Ocena: 7,9/10



blog comments powered by Disqus