Muzyka natury - recenzja płyty "Cyber Totem" Marka Styczyńskiego

Autor: Kormak
3 września 2007

Kolejny etap na muzycznej ścieżce jednego z najważniejszych polskich artystów.

Marek Styczyński nie ułatwił mi pracy ogłaszając: Do recenzentów i ludzi pełnych dobrych chęci zwracam się z prośbą o słuchanie płyty Cyber Totem w oderwaniu od klubowo-piwnej mitologii szamańskiej i innych tego typu intelektualnych masturbacji, prowadzących do nadinterpretacji moich intencji. Odcina się także od określania swojej muzyki mianem ambientu, world music, etno, fusion i wrzucania jej do podobnych szufladek. Te nisze może i ograniczają czy spłycają daną muzykę, ale pozwalają z kolei słuchaczom (który wcześniej nie zetknęli się z nią) mniej więcej zorientować się, czego po krążku można się spodziewać. Czasem takie słowa-klucze przesądzają o zainteresowaniu konkretnym artystą, a o to chyba chodzi?

Moje ucho uważnie nastawia się na każde wydawnictwo, w którym bierze udział Marek Styczyński, jeszcze od czasów Atmana. Dokonania tej grupy towarzyszyły kształtowaniu mojego światopoglądu i wrażliwości muzycznej, pozwalając wyjść poza podwórko zachodniej muzyki i porzucenie postrzegania innych kultur przez pryzmat taniej egzotyki. I nie chodziło tylko o ich muzykę, ale także to, co mieli do powiedzenia jako ludzie (chociażby w książeczce Wschód Księżyca, będący zapisem wywiadu-rzeki z członkami grupy). Rozpad Atmana osłodziło powstanie Projektu Karpaty Magiczne, dźwiękowego wehikułu w którym Styczyński wraz z Anną Nacher kontynuował swoje muzyczne poszukiwania. Każda płyta, poczynając od znakomitej Ethnocore, była inna, czasem trudna w odbiorze. Niektóre eksperymenty były dla mnie nieporozumieniem, ale i wyzwaniem - nigdy nie wiedziałem do końca czym mnie Karpaty zaskoczą i zawsze niecierpliwie czekałem na kolejne wydawnictwa. Z tym większą radością przyjąłem wiadomość o wydaniu solowego materiału Marka Styczyńskiego, i to nakładem Requiem Records. Wytwórnia ta znana jest przede wszystkim miłośnikom brzmień elektronicznych, ale nieobce są jej także trudniejsze gatunki i skłonności do eksperymentów, np. seria składanek City Songs, na której nota bene obecne były także Karpaty.

Kto spodziewał się jakiegoś prostego zderzenia komputera z folkiem, srodze się zawiedzie. To nie banalne i przaśne łączenie np. drum'n'bassowych rytmów bądź czilautowych plam klawiszowych z tradycyjnymi instrumentami - a takich topornych powiązań w Polsce mamy niestety trochę, nazwy artystów z litości pomińmy. Cyber Totem to zachwycający zapis muzycznej ścieżki, po której Marek Styczyński stąpa już wiele lat. Za punkt wyjścia posłużyły mu dźwięki mniej (kaval, fadna, pasko) lub bardziej (didgeridoo, gongi, tybetańskie misy, sitar, marimba) znanych instrumentów (czasem zbudowanych własnoręcznie przez autora), nagrania terenowe (np. odgłosy wydawane przez mofety, czyli złoża dwutlenku węgla) oraz głos (Anny Nacher i rejestracje warsztatów wokalnych). Ten budulec drogą pracy w studio uległ znacznym przekształceniom, a rezultatem jest muzyka wymykająca się łatwym klasyfikacjom. Każdy utwór to osobna dźwiękowa przestrzeń, a słuchacz może po prostu usiąść w środku i samemu osądzić, z czym to brzmienie mu się kojarzy. Mi osobiście przypominają się niektóre eksperymenty Billa Laswella, płyty Zoviet France czy Rapoon oraz klasyczna definicja ambientu, którą stworzył Brian Eno: muzyka, którą można odbierać na wielu poziomach uwagi. Od słuchania w całkowitym skupieniu aż po traktowanie jej jako tło do innych działań. Warto zwrócić tu uwagę, że przy powstawaniu Cyber Totem nie użyto instrumentów klawiszowych. Nie jest to więc tylko muzyka inspirowana naturą, ale po prostu muzyką natury.

Marek Styczyński podkreśla w publikacjach towarzyszących wydaniu płyty, jak osobistym doświadczeniem była praca nad nią. Jedną z inspiracji dla Cyber Totemu jest aborygeńska koncepcja śpiewolinii, archetypowej muzyki, której kultywowanie oznacza stwarzanie / podtrzymywanie świata i naszej osobistej przestrzeni, prywatnym tunelu rzeczywistości, w którym każdy z nas funkcjonuje. Ten album jest także zaproszeniem do współpracy dla innych artystów do podjęcia pieśni - nic nie stoi na przeszkodzie temu, abyście i Wy, słuchacze, nie mieli włączyć się do tego dialogu. Muzyka nie funkcjonuje w próżni, powinna być źródłem energii oraz inspiracji.

P.S. dodatkowy utwór, nieopublikowany na płycie można ściągnąć ze strony wydawcy. Tam również znajdziecie dłuższy tekst Marka Styczyńskiego, zdradzający kulisy powstawania Cyber Totemu.


 




blog comments powered by Disqus