A Muchy swoje

Autor: Tomasz Nowak
29 października 2012

Kiedy Poznaniacy ujawniali się szerszej publiczności, wydawało się, że niezależne gitarowe granie w kraju właśnie nieco przyschło. Tę „muzyczną padlinę”, Muchy obsiadły, żywiąc się nią z werwą, która pozwoliła im wypuścić już trzeci album! I to w dodatku poszerzony o DVD. I kto mówi, że rock w Polsce ma się słabo?

Muzykę Much cechuje różnorodność. Jednak pomimo słyszalnych wyraźnie klawiszy dominuje w niej „gitarowy eklektyzm”. To na mocno szarpanych bądź delikatnie trącanych strunach wisi cała dynamika, surowość, ale i bogactwo dźwięków zgromadzonych na nowym krążku. Mamy tu zbiór niezwykłych muzycznych przestrzeni, łączących, mieszających style, konwencje, melodie, zgrzytliwe riffy i zmiany rytmów. Choć wiele fragmentów wpada w ucho, próżno doszukiwać się wśród nich charakterystycznych dla popu, powtarzanych z upodobaniem fraz, które mogłyby któreś z nagrań jednoznacznie zakwalifikować jako „przebój”.

Każdy zanurzony w historii rocka szybko wychwyci inspiracje The Doors (Poznań z morrisonowskimi wrzaskami w końcówce), Velvet Underground (Beznożybezkarabinów) czy nawet rodzimym Voo Voo (Wróżby). I słusznie, bo to wielkie firmy, inspirujące do rzeczy nad wyraz ciekawych.

Być może Chcecicospowiedzieć słucha się też tak dobrze, bo Muchy brzmią tu wiarygodnie. Ostre, niekiedy surowe, ale zawsze elektryzujące dźwięki, atakujące już od początku (Robotyka) współgrają z buntowniczymi tekstami. W udanym eksperymencie łączą stylistykę zdałoby się obumarłych nurtów – wspomnianych wyżej „dinozaurów”, że świeżością, jaką na początku lat 80. posiadał krzyk rodzącego się wówczas punku, jakże innego w swej wymowie do tego na Wyspach Brytyjskich. Poetykę tamtych protest-manifestów przypominają nawet skondensowane do ledwie paru linijek teksty (Wyjątkowozwyczajnie, Beznożybezkarabinów). Zaś zamykające krążek Łu, gdyby nie wciąż zawarty w słowach bunt, mogły naprawdę uchodzić za kołysankę do snu.

Swe surrealistyczne, pełne metafor teksty Michał Wiraszko okrasza zróżnicowanym wykonaniem i elektronicznie przetworzonym brzmieniem. Raczej posępne w swej wymowie stają się przez to nieco odrealnionym, jakby „dodatkowym”, dochodzącym zza ściany wołaniem … I tu od razu nasuwa się nerwowe pytanie o istotę owej ściany? Czym jest i co ją tworzy? Wiraszko bez wahania podsuwa kilka konceptów. Wszystko zwięźle i na temat, bez niepotrzebnego przegadania, w którym lubują się rozmaici sceniczni wierszokleci.

Na wstępie mowa była o jeszcze DVD… No, skoro znalazło się w tej samej okładce, trudno nie potraktować go jako integralnej części wydawnictwa. Na płytce znajduje się teledysk do Zamarzam wykrojony z poprzedzającego go paradokumentu o historii i członkach grupy oraz zaaranżowanej dla nich wiejskiej trasie (koncerty z TIRa) i towarzyszącemu im „codziennym życiu gwiazd” podporządkowanych wymogom kontraktów i tyrana, który ma sprawić, że „kariera wypali do gwiazd”… Oczywiście wszystko z wielkim przymrużeniem oka. Lecz całość kończy się mocnymi scenami na after-tour-party, których z początku nic nie zapowiada. I tylko otwarte pozostaje pytanie ile w tym autoironii, a ile zgryźliwej satyry na polski „szołbiznes”?

Muchy – outsiderzy płynący pod prąd. Jednak ich popularność, nie tylko na rynku alternatywnym, pokazuje, że na jakiś prąd się załapali, a ten ich porwał i niesie coraz szybciej.

Bo niby „to wszystko już było”, ale kiedy Chcecicospowiedziec się kończy, żal nie wcisnąć „play” raz jeszcze.




blog comments powered by Disqus