Recenzja płyty "Marcelle Spirit"
Zespół Marcelle Spirit istnieje od 2007 roku. Dotąd nagrał kilka kawałków demo, które spotkały się z ciepłym przyjęciem stacji radiowych, w tym popularnej Trójki. Band pojawił się między innymi w programach „Teraz Polskie” i „Minimax”. Jeden z prezentowanych utworów trafił zresztą na składankę „Minimax pl 5”. Młody zespół jest na tyle jednak ciekawy, iż został już zauważony na scenie.
Na pierwszy rzut oka wydawnictwo Marcelle Spirit wygląda bardzo dobrze. Opakowanie digipack, ciekawa okładka, spójna kolorystyka - jest profesjonalnie. Wrażenie psuje troszkę fakt, iż płyta to tylko zwykły CD-R z nadrukiem na jednej stronie, najwyraźniej zespół chciał po prostu obciąć koszty produkcji.
Co do zawartości krążka - nagrania oscylują wokół rockowego, gitarowego grania. Od spokojniejszych, niemal popowych klimatów, po agresywniejsze i szybsze z cięższym brzmieniem przesterów. Całość okraszona jest szczyptą elektroniki pod postacią gościnnych występów Szymona Danisa z zespołu Coin. Album zawiera się w 12 utworach plus początkowe Intro, które w zasadzie jest integralną częścią pierwszego kawałka.
Po dłuższym obcowaniu z albumem docenić można spójność wszystkich dwunastu utworów. Dodatkowo kilka z kawałków na dłużej zadomowiło się w mojej głowie i nie chciały jej opuścić sprawiając, iż niejednokrotnie podśpiewywałem je sobie w trakcie pracy czy jazdy samochodem. Za to należy się zespołowi spory plus.
Niestety lista rzeczy, które mnie nie przekonały jest sporo dłuższa. Zacznę od najważniejszej z nich czyli wokalu, który, mówiąc dosyć delikatnie, jest „charakterystyczny”. To co prawda odczucie dosyć subiektywne, wokal na tej płycie drażni mnie bez względu czy śpiewa czysto czy nie, nieważne też co śpiewa. Drażni mnie jego barwa i przede wszystkim styl śpiewania. Na pewno są tacy, którym się ten głos spodoba, tacy, którzy być może szukają czegoś nowego i niebanalnego. Z drugiej strony abstrahując od moich preferencji, momentami po prostu nie starcza możliwości, czasem jest nieczysto i brzydko. Nie ukrywam, że dla mnie to spory feler, szczególnie przy takim popowo-rockowym graniu, gdzie konkurencja jest spora i w wielu przypadkach to właśnie wokal jest tym wyróżnikiem świadczącym o jakości. Dodatkowo, o ile reszta zespołu brzmi dobrze, to wokal jest jakiś przytłumiony i wycofany, ewidentnie zawaliła produkcja. Drugą rzeczą, na która zwróciłem uwagę już za pierwszym przesłuchaniem płyty, są teksty - w znacznej części bardzo słabe. Niestety, śpiewając po polsku, trzeba zwrócić szczególną uwagę na ich jakość.
Ogólnie jednak nie jest tak tragicznie. Płyty zdecydowanie da się słuchać, a dodatkowo część utworów wpada szybko do głowy. Choć poza wokalem zespół niczym szczególnym się nie wyróżnia. Z takim graniem, w lepszej formie, mieliśmy już wiele, naprawdę wiele razy do czynienia. Aby myśleć o sukcesie w postaci przedostania się do świadomości większej ilości ludzi, zespół powinien pomyśleć nad wypracowaniem własnego, bardziej indywidualnego i odważnego stylu oraz nad bardziej umiejętnym wykorzystaniem wokalisty, tak by ukryć jego wady i wyeksponować zalety.




